Dla miłośników filmów Walta Disneya będzie to nie lada gratka. W sklepach pojawiły się trzy odmienione bajki o królu lwie. Dużo lepsza jakość, a dobrze znana treść. Trzy części zapakowane w jedno pudełko, to rozrywka w sam raz na rodzinne, deszczowe popołudnia.
Pierwsza część opowiada o narodzinach małego lwiątka Simby, królewskiego następcy. W tle rozgrywa się odwieczny konflikt między Mufasą a jego bratem Skazą o panowanie w lwiej krainie. Dwulicowy Skaza do zgładzenia brata wykorzystuje swojego bratanka. Korzystając ze splotu niefortunnych zdarzeń zabija Mufasę, zrzucając go ze skały. Reszcie stada wmawia, że winę za śmierć króla ponosi mały Simba. Lwiątko pełne poczucia winy opuszcza królestwo oddając tym samym pola Skazie, nowemu prawowitemu władcy.
Druga płyta nosi tytuł „Król lew 2. Czas Simby.” Tym razem dorosły już Simba sam jest ojcem i królem lwiej krainy. Przygarnięty przez Skazę przed śmiercią, a wychowany przez lwicę Zirę, Kovu zostaje przeznaczony na następcę lwiej krainy. Tymczasem królestwem włada Simba i Nala. Mając na uwadze przeszłość Simba postanawia za wszelką cenę chronić swoją córkę Kiarę zabraniając jej zabaw z Kovu. Po wielu perypetiach okazuje się, że młode lwy mają więcej rozumu i postanawiają położyć kres dawnym zaszłościom i nienawiści.
Trzecia i ostatnia część opowiadana jest z perspektywy dwójki przezabawnych bohaterów – guźca Pumbę i surykatki Timona. Pełno tu śmiesznych akcentów i przygód. Wszystko z komentarzem dwójki bohaterów sawanny. To chyba najzabawniejsza ze wszystkich pozostałych części trylogii, której hasło przewodnie brzmi: Hakuna matata!
Za co kochamy „Króla lwa”? Za piękną historię i jeszcze piękniejszą muzykę. Bo wszyscy ci, którzy nigdy nie oglądali żadnej części powinni wiedzieć, że „Król lew” przypomina bardziej musical niż konwencjonalną bajkę. Ale to stanowi jego niewątpliwy plus. (al)